Być (z kimś) albo nie być, czyli ,,Jak to robią single”

„Jak to robią single” to jedna z najbardziej ujmujących komedii romantycznych ostatnich czasów. Momenty arcyśmieszne mieszają się z dramatycznymi, a obraz zdobią ładne zdjęcia i ciekawe postaci. Owszem, jest w pewnym stopniu przewidywalna i naiwna, ale poza ramy tego gatunku raczej już nie sposób się wydostać.

Zwiastun i plakaty sugerują, że można się spodziewać kolejnej iście „babskiej” historyjki spod znaku „Wykolejonej” czy „Druhen”. I w rzeczywistości pewne wspólne cechy można odnaleźć. Nie brakuje żartów na temat genitaliów, pikantnego języka i sporej dawki seksualności. Jednak w istocie jest to sentymentalna, ciepła i refleksyjna opowieść o losach czterech samotnych kobiet w Nowym Jorku. Trudno nie odnieść się do „klasyków” gatunku takich jak „Seks w wielkim mieście”, „Dziennik Bridget Jones” czy „Przyjaciele”, których osią tematyczną są zmagania samotnej kobiety w zwariowanym świecie.

I tak, główna bohaterka – Alice, w której rolę wcieliła się Dakota Johnson – zaczyna od zerwania wieloletniego związku z chłopakiem, bo czuje, że stanęła w miejscu i potrzebuje samotności, żeby poukładać sobie życie. Długo nie wytrzymuje i do końca filmu obserwujemy jej przygodne romanse. Kiedy zdaje sobie sprawę, że popełniła błąd, były chłopak zdążył się zaręczyć z inną. Koniec końców uzmysławia sobie, że jej dążenia podyktowane były stereotypami i odnajduje się w samotnym życiu. Lecz, co ważne, decyzję tę podejmuje bez postanowienia „teraz to już na zawsze będę sama”, tylko bardziej „zobaczymy, co los przyniesie”.

Do przeciwnych wniosków dochodzi jej starsza siostra, Meg (Leslie Mann), z zawodu położna, w życiu zdeklarowana singielka. Twierdzi, że nigdy nie będzie mieć dzieci, bo zrujnują jej figurę i sterroryzują poukładane życie. Do zmiany zdania skłania ją „dialog” z niemowlakiem. Nie dość, że decyduje się na pożyczkę z banku spermy, to na koniec jeszcze i tata się znajduje.

Zdecydowane parcie na męża i dzieci ma kolejna bohaterka: Lucy (Alison Brie). Godzinami przesiaduje w barze, tworząc algorytmy w Excelu, jak znaleźć idealnego kandydata, by dokładnie po 18 miesiącach znaleźć się z nim przy ślubnym kobiercu. Przewrotnie, poznaje go w uwłaczającej dla siebie i prześmiesznej dla widzów sytuacji podczas czytania książki dzieciom w księgarni.

Najzabawniejszą postacią jest bezczelna, sprośna, pewna siebie, pozbawiona kompleksów i jakichkolwiek planów Robin (Rebel Wilson). Wprawdzie rola aktorki jest tylko wariacją kreacji z jej wcześniejszych filmów. Udowodniła jednak, że trudno ją będzie zaszufladkować.

Podobne artykuły