,,Gonitwa chmur” Marii Paszyńskiej

Kontynuacja losów bohaterów „Warszawskiego niebotyku” – niezwykle udanego debiutu literackiego Marii Paszyńskiej – „Gonitwa chmur”, przypomina trening sprintera. Tak jak dla niego kilkumiesięczny trening wieńczy kilkunastosekundowy bieg, tak dla czytelników ponad półroczne oczekiwanie na ciąg dalszy losów Zasławskich, Starczewskich i Steinów, kończy kilkugodzinna lektura. Co więcej, nienasycenie zrodzone po pierwszej części nie nazwanej warszawskiej sagi, potęguje się wściekle po „Gonitwie chmur”. Czy jest to zamierzony chwyt literacki? Manipulacja, zniewolenie, uzależnienie? Nieistotne. Książka broni się sama.

Na pierwszy plan powieści, tak jak w debiucie zresztą, ze skrupulatnych warsztatów historyczno-literackich autorki, wysuwa się Warszawa. Jakakolwiek wzmianka o ulicach, budynkach, parkach, dzielnicach stolicy – podparta jest ogromną wiedzą z zakresu historii, architektury, nauki, sportu… Ta solidność każdego opisu jest łatwo wyczuwalna, przez co obraz Warszawy dwudziestolecia międzywojennego jest bardzo rzeczywisty, niemalże namacalny. Dla niewiernych jest szansa żeby się przekonać na własne oczy, bowiem autorka bardzo często prowadzi dość niecodzienną promocję swoich książek, organizując spacer po Warszawie śladami bohaterów. Dodaje przy tym setki informacji, na które na kartach powieści zabrakło miejsca (byłem, widziałem).

Kolejną rzeczą, która urzeka w „Gonitwie chmur”, są kreacje bohaterów i ich rozwój. O ile w „Warszawskim niebotyku” główne role przypadły mężczyznom – bracia Zasławscy, Berek Stein i Wojtek Starczewski – tak tutaj koncentracja fabuły przechyliła się na stronę kobiet. Z „cienia” wychodzą żony Andrzeja i Wojtka: Klara i Joanna, a także Pola i Estera.

Ta roszada pozwoliła autorce na wprowadzenie ważkich (także ze współczesnego punktu widzenia) tematów społecznych. Klara po poronieniu ciąży popada w głęboką depresję, a lekarstwem okazuje się szansa zaadoptowania niepełnosprawnej sieroty. Joanna, mimo posiadania dwojga dzieci, podejmuje się pracy i wstępuje do Klubu Politycznego Kobiet Postępowych (raczkujący feminizm zmierzający ku równouprawnieniu kobiet). Nastoletnia Pola zarządza jedną z najlepszych cukierni w mieście, a rozpieszczona Estera dojrzewa do prawdziwej miłości.

Wciąż kontynuowany jest „męski” wątek architektoniczny, gdyż Andrzej szykuje się do wystawy „Warszawa przyszłości”; bardzo dyskretnie pojawiają się pierwsze wzmianki o telewizji. Berek, powróciwszy z Janem z Monachium, dalej pracuje w kancelarii a Wojtek szkoli swoje umiejętności cukiernicze w fabryce Wedla.

Wydawać by się mogło, że wielowątkowość „Gonitwy chmur” w pewnym momencie staje się ciężarem, którego już żaden narrator nie udźwignie. Otóż nie. Prawdziwą perełką jest końcowa scena zaślubin, która kumuluje większość wątków, żeby je bardzo wdzięcznie zamknąć. Jednak zamknięcie to jest tymczasowe, bowiem losy tych bohaterów na pewno będą miały swoją kontynuację.

Podobne artykuły