Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów

Jestem z pokolenia, dla którego szczytem kina akcji było „Karate Kid”, a filmu przygodowego „The Goonies”. Gdybym miał 10 lat i przynajmniej dwie Marvelowskie produkcje w roku, to najpewniej oglądałbym każdą z nich dziesiątki razy.

Kapitan Ameryka - superbohater
Anton_Ivanov / Shutterstock.com

Nowe przygody Kapitana Ameryki to szczyt marzeń każdego chłopca. Akcja od pierwszych sekwencji, nawet jeśli przerywana dłuższymi momentami na snucie fabuły, to powraca aż do kulminacyjnej sceny na lotnisku, która mogłaby się nigdy nie kończyć. Jednak twórcy filmu – bracia Anthony i Joe Russo, jak i twórca komiksu – Mark Millar – traktują tę historię całkiem poważnie. W końcu komiks jest jedną z kolumn podtrzymujących amerykański mit. Dlatego już sam podtytuł: Civil War (swoją drogą minus dla dystrybutora za skaleczone tłumaczenie, skupia się na wątkach atrakcyjnych dla dziesięciolatka, gubiąc polityczno-historyczny kontekst dla dorosłych) mocno zakorzeniony jest w historii i ówczesnym rozdarciu politycznym Ameryki. W obozie superbohaterów dochodzi do podziału na dwa wrogie obozy za sprawą ludzi, którzy wprawdzie doceniają ich za wielokrotne uratowanie Ziemi, ale mają im za złe, że zostawili za sobą za dużo „przypadkowych ofiar” i nakazują im podporządkować się literze prawa i działać wyłącznie za porozumieniem stron. Obie strony mają mocne argumenty, dlatego rywalizacja ma tu rację bytu.

Kontrapunktyczne prowadzenie wątków: quasi-szpiegowskiego z efektowną akcją, przez ponad dwie godziny, wbija w fotel pozwalając zapomnieć o Bożym świecie. Są słabsze momenty, jak chociażby wątek Zemo, który wprawdzie snuje fabułę i przyczynia się do demolki wysadzając różne duże rzeczy w powietrze, ale na tle Iron Mana czy świeżo przybyłych do grona Mścicieli Ant-Mana, Spider-Mana czy Black Panthery, robi wrażenie marne.

Od premiery kinowej minął prawie miesiąc. Mając 10 lat niechybnie obejrzałbym już ten film raz na każdy rok życia. Mam trzydzieści, a widziałem go już raz na każdą dekadę. Jest to niewątpliwie najlepsze zwieńczenie dotychczasowych produkcji Marvela. Aż strach pomyśleć jaka będzie następna.

Podobne artykuły