Kartka z wakacyjnego pamiętnika

Kraina jezior, spokojna, nagrzana słońcem błękitna toń, kołyszące się kępki sitowia, bezkresne chmurne niebo odbijające się w lustrze wody i cisza co komarami śpiewa. Weekend zapowiadał się obiecująco. Z dala od zgiełku i wrzawy.

Pomyślałam: będzie cudownie, kilka spokojnych dni, cisza… takiej zdrowej nudy czasem potrzeba. Na ten spokojny wypoczynek zabrałam 6-letniego (wtedy) synka. To prawdziwe żywe srebro, wszędzie go pełno, nie mówiąc o pomysłach, które wysypuje jak z rękawa. Nie bardzo się cieszył na ten wyjazd: żadnych kolegów, telewizora, będą nudy – wróżył. Znajdziesz sobie zajęcie – mówiłam – zobaczysz flora i fauna mazurskiego krajobrazu zachwyca, zachwyci Cię tak, że nie będziesz chciał wyjeżdżać… jak się potem okazało – powiedziałam to w nieodpowiednim momencie!

Zajechaliśmy na miejsce wieczorem. Następnego dnia wybraliśmy się nad jezioro. Ja leżąc w cieniu czytałam książkę i cieszyłam się spokojem oraz ciszą. Mój sześciolatek grzebał w błocie nad brzegiem jeziora. Nagle usłyszałam radosny okrzyk: Hurrrraaa! Będę miał zwierzątko! Mamusiu spójrz co znalazłem!!! I przynosi mi w swoich ubrudzonych błotem rączkach… żabę! Zieloną w żółte ciapki, przerażoną i….obślizgłą. Jest taka śliczna, proszę mogę ją zabrać do domu? Usłyszałam błagalny ton swego dziecka. I już nic się nie liczyło: jezioro, żaglówki, kąpiel w jeziorze – żaba była najważniejsza!

Próbowałam tłumaczyć, że dzikie zwierzęta nie lubią żyć w niewoli i szybko mogą zejść z tego świata, gdy zabierze się im wolność. Nic to nie dało. Żaba dostała swoje imię: Klementyna. Klamka zapadła, musi zostać! Zaproponowałam wycieczkę do sklepu zoologicznego, w którym zapytamy specjalistę i jeśli nie będzie przeciwwskazań spróbuję zaakceptować płaza.

worktime_grafiki_homepage2_chlopieczaba

Podobne artykuły