List otwarty do Hollywood w sprawie filmu ,,Blair Witch”

Drogie Hollywood,

Słuchajcie, ja naprawdę lubię kino. Nie, nie lubię – uwielbiam. Zwłaszcza takie, zazwyczaj późne, seanse, kiedy na sali jest niewielu widzów. Jest dużo miejsca i można w spokoju delektować się nowym filmem. No właśnie, nowym.

Wybierając się na “Blair Witch” pełen byłem obaw i rezerwy. Po pierwsze dlatego, że “The Blair Witch Project” z 1999 roku zrobił na mnie ogromne wrażenie. Fakt, miałem wówczas tylko 13 lat i teoretycznie nie powinienem go oglądać, ale już wówczas nie zadowalałem się byle “Piłą” czy “oszukiwaniem przeznaczenia”. Pamiętam jak dziś, że wmawiałem sobie, że to tylko film, że to przecież niemożliwe. Jednak konwencja, w jakiej go nakręcono, zwyciężała moją obronę a dreszcze przechodziły mnie jeszcze przez kilka dobrych lat na samo wspomnienie wybranych scen. Po drugie: rok później, zapewne na fali sukcesu pierwszej części (o tym też porozmawiamy, ale innym razem), nakręcono straszny, bo zupełnie bezwartościowy sequel “Księga cieni. Blair Witch 2”.

Siedzę sobie więc, gasną światła, oglądam. Wystarczyło 20 minut żeby z czystym sumieniem o “Blair Witch” można mówić “Trójka”. Nie tylko ze względu na kontynuację, ale w szczególności na zachowanie gradacji w ocenie. Zrozumcie proszę, że my nie chcemy oglądać tych samych filmów, zwłaszcza jak w wielu kręgach otrzymały miano kultowych, w “nowszej, lepszej” wersji. Czy już tak źle tam u Was, że trzeba sięgać po klasyki? Że nie ma pomysłów na nowe filmy, nowy content? Dlaczego nie wyciągacie wniosków z setek wcześniejszych odgrzewanych kotletów?

Gdyby nie “The Blair Witch Project” podobałoby mi się w “Blair Witch”: zachowanie kamery, mistyczno-wroga atmosfera lasu, las ukrzyżowanych dzieci i może nawet zakończenie. Problem w tym, że ten film naprawdę powstał.

Wiem! Film adresujecie do młodszego pokolenia, którzy wersję z ‘99 uważają za “drewnianą” i “nieefekciarską”! Nie obrażając młodszego pokolenia: szczerze nie wiem do kogo ten film jest zaadresowany. Jedyne co mi przychodzi na myśl, to że dla widzów, którzy nie widzieli “jedynki”. Jeżeli coś ma tu być drewnianego, to gra aktorska, a “nieefekciarskie” to są te Wasze remaki, ot co.

Dziękuję za uwagę, chociaż pewnie mój trud na niewiele się zda. Dodam jeszcze, że teraz to już na pewno nie obejrzę “nowych, lepszych” “Siedmiu wspaniałych”.

Podobne artykuły