Londyn jest zawsze najlepszym wyborem. Część I

Kiedyś napiszę o tym, co uważam na temat powrotów w te same miejsca. Długo twierdziłem, że powroty nie mają sensu. Jest przecież tyle miejsc do zobaczenia. Wtedy odkryłem Londyn. Londyn, do którego mógłbym wracać za każdym razem, gdy to tylko możliwe.

Londyn na weekend

Niedawno wspominałem swoją pierwszą wizytę w tym magicznym mieście i sam jestem zdziwiony, że chciałem tam później wracać. Podróż wcale nie była wyjątkowa. Wręcz przeciwnie, była typowa. Dlatego właśnie dzisiejsza opowieść będzie zdecydowanie sarkastyczna.

W 2008 roku pierwszy raz wybrałem się do Wielkiej Brytanii. Krótki, weekendowy wypad w grudniu. To był jeden z tych wyjazdów, gdy jedzie się dokądś, by odbębnić zabytki krok po kroku, sprawdzając wszystkie szczegóły w przewodnikach i planując każdą sekundę tak, aby zobaczyć jak najwięcej.

W podróż wybrałem się z grupą znajomych, których – z perspektywy czasu wiem – darzyłem raczej umiarkowaną przyjaźnią. Potwierdzeniem tych słów, może być fakt, że nie mam pojęcia, jak potoczyły się ich życiowe losy. Znajoma znajomej (każdy ma jakąś znajomą znajomej) odebrała nas z lotniska i zaoferowała nocleg w swoim domu. Szczerze mówiąc nie pamiętam nawet, w której część Londynu mieszkałem.

Pogoda nie była tak zła jak zakładałem (przecież w Londynie zawsze pada, prawda?) i przez dwa dni z rzędu mogliśmy powłóczyć nogami do kolejnych „niezwykle ważnych” zabytków i budynków. Wtedy uważałem jeszcze, że zaliczenie listy znanych miejsc jest ważne i potrzebne. Teraz uważam inaczej. Podróżowanie ma być przede wszystkim przyjemnością, a nie obowiązkiem. Postanowiłem jednak stworzy dwie listy.

Lista dziesięciu miejsc, które „trzeba” zobaczyć, będąc w Londynie po raz pierwszy

Big Ben – zegar umieszczony przy Pałacu Westminsterskim. Wszyscy mają zdjęcie z Big Ben’em – symbolem Londynu!

Big Ben - Londyn

Pałac i Opactwo Westminsterskie. Przecież jest zaraz obok Big Ben’a.

Pałac Buckingham. Musimy tam iść koniecznie. Może spotkamy Królową? Musimy też zrobić zdjęcie strażnikom.
Pałac Buckingham - Londyn

Młyńskie koło – London Eye, które mieści się na brzegu Tamizy.

Trafalgar Square. Lwy! Koniecznie musimy wdrapać się na lwy koło Kolumny Nelsona i zrobić sobie zdjęcie – jak miliony innych turystów.

Piccadilly Circus – mniejsza o historię tego miejsca. Traficie tam na pewno. Wielka, świecąca reklama Coca-Coli coś Wam mówi?

Soho. Dzielnica artystów, bohemy i gejowskich barów.

China Town. Musimy sobie koniecznie zrobić zdjęcia. Można udawać, że było się w Chinach. Powiedzmy sobie szczerze, do Chin temu miejscu bardzo daleko.

London Bridge. Zwodzony most, o którym słyszał każdy z nas. Piękny. Zjawiskowy. Szkoda tylko, że jednak nie zwodzony. Zwodzony, o którym słyszał każdy z nas, to Tower Bridge.

Tower Bridge.

Lista dziesięciu rzeczy, które „trzeba” zrobić, będąc w Londynie po raz pierwszy

Przejechać się dwupiętrowym, czerwonym autobusem (co faktycznie jest fajnym przeżyciem za pierwszym razem): Cholera, nie ma miejsca przy przedniej szybie. Poczekajmy na następny. Szybko, szybko, biegiem na górę!

Londyńskie autobusy

Wybrać się do Harrodsa, najbardziej znanego domu handlowego na świecie. Owszem, warto. Spróbujcie jednak nie wybierać się tam z wielkim plecakiem na plecach i nie robić zdjęć każdemu napisowi Chanel, jaki zobaczycie na swojej drodze.

Zrobić zdjęcie w budce telefonicznej.

Zrobić następne zdjęcie w innej budce telefonicznej, bo poprzednie nie wyszło na tyle super, by umieścić je na Instagramie.

Zjeść rybę z frytkami, bo przecież oni to jedzą na okrągło. Do tego koniecznie zamówić polskie piwo, żeby pokazać jakimi patriotami jesteśmy. Po co próbować rzeczy, których nie mamy na co dzień w naszym kraju?

Przejechać się na młyńskim kole London Eye. Widać z niego całe miasto!. Serio?

Wybrać się na zakupy na Oxford Street – handlową ulicę. Raj, dla wszystkich, którzy marzą by kupić dokładnie takie same rzeczy, jakie oferują im sklepy w ich własnych miastach.

Spójrzcie, następna budka telefoniczna!

Wybrać się na Notting Hill tylko dlatego, że Notting Hill to „fajny film”.

Spróbować mówić z akcentem, z którym nikt Was nie zrozumie. Serio. Nikt!

A jeśli o rozumieniu już mówimy, nie zrozumcie mnie źle! Odwiedzanie tych wszystkich miejsc i robienie rzeczy z listy powyżej, jest ważne, by poczuć miasto. No może niekoniecznie poczuć, ale zobaczyć miejsca zakorzenione historycznie, jeśli faktycznie Wam na tym zależy.

Gdy wybrałem się do Londynu drugi raz i kolejny, i kolejny… znalazłem swój sposób na odkrywanie tego miasta. Wkrótce postaram się Was przekonać, abyście standardowy trip do tego miasta skondensowali w jednym, góra dwóch dniach. Resztę czasu spędźcie robiąc coś zupełnie innego. Do Londynu wrócimy wspólnie jeszcze wiele razy.

Dare to dream!

Czytaj także >> Spowiedź zagubionego podróżnika cz. IV

Podobne artykuły