Metallica, iPhony i latające fortece – ,,Galop’44”

„Galop ’44” Moniki Kowaleczko-Szumowskiej urzeczywistnia młodzieńcze marzenia czytelnicze. No bo któż z nas jako nastolatek nie utożsamiał się z bohaterem ulubionej książki i nie zastanawiał, co zrobiłby, gdyby był na jego miejscu?

Historia dwóch braci – Wojtka i Mikołaja – którzy w tajemniczych okolicznościach trafiają ze współczesnej Warszawy w centrum wydarzeń powstania warszawskiego, to opowieść poprowadzona wartko i bardzo umiejętnie. Do tego stopnia, że granica pomiędzy współczesnością, a historią przestaje istnieć, a współistnienie dwóch światów staje się naturalne. Dzieje się tak za sprawą lekkiego prowadzenia fabuły, w której wątki współczesne, takie jak Internet, komputery czy telefony komórkowe, nie dość, że nie rażą na tle 1944 roku, to jeszcze podkręcają tempo akcji.

Wprawdzie powieść ta skierowana jest do nastolatków, ale każdemu będzie się ją dobrze czytać. W trakcie lektury wypływają z głębin przeczytanych przed wieloma laty klasyki gatunku takie jak trylogia „Kaktusy” Wiktora Zawady czy „Uwaga Piegowaty” Kazimierza Dębnickiego i na stałe wpisuje się w kanon literatury młodzieżowej z historią II wojny światowej w tle.

„Galop ’44” to nie tylko powieść przygodowa, ale przede wszystkim łatwo przyswajalna lekcja historii. Autorka wiele postaci występujących w powieści stworzyła w oparciu o sylwetki prawdziwych powstańców. Pojawia się John Ward, Jan „Anoda” Rodowicz, Wiktor „Wład” Dobrzański i wielu innych. Dzięki temu pierwszemu książkę czytamy niejednokrotnie wybuchając śmiechem, gdyż autorka bardzo humorystycznie „kaleczy” polszczyznę w jego wypowiedziach. Do zabawniejszych postaci należy zaliczyć również stróża Antoniego, który jest po trosze wcieleniem imć Zagłoby.

Jednak to co najbardziej mnie urzekło w tej książce to mistrzowskie wplecenie w powstanie warszawskie „Nothing Else Matters” Metalliki. Jako ulubiony utwór Wojtka, zostaje odegrany na pianinie w pierwszych dniach powstania przez Mikołaja tuż po Chopinie i „W murowanej piwnicy”. O tym, że ballada Hetfielda i spółki jest ponadczasowa rozpisywano się gęsto, ale czy jej słowa nie pasowałyby do tragicznych wydarzeń sierpnia ’44? Myślę, że tak.

So close, no matter how far
Couldn’t be much more from the heart
Forever trusting who we are
And nothing else matters

Podobne artykuły