Modna w PRL

We wrocławskim Muzeum Narodowym trwa wystawa „Modna i już! Moda w PRL”. To wspaniała podróż w barwny i twórczy świat mody, który pomimo mało kolorowych lat PRL, potrafił wielokrotnie zaskoczyć wielkim wyczuciem stylu, znajomością obowiązujących trendów oraz pomysłowością projektantów. Obowiązkowa wizyta dla każdego, komu bliska jest moda i dla wszystkich, którym lata 1945-1989 kręcą nostalgiczną łzę w oku.

Jestem dzieckiem lat 70. i ostatnie 20 lat PRL mam jeszcze żywo przed oczami. Podobnie jak wiele innych Polek, kobiety w mojej rodzinie szyły, haftowały i robiły na drutach, angażując swoje umiejętności i z trudem zdobyte tkaniny i włóczki, by modnie się ubrać. Wydania Burdy z namaszczeniem pożyczało się z rąk do rąk, a każdy metr kwadratowy materiału, czczony niczym święta relikwia, w kilka godzin i przy miarowym stukocie napędzanej nogą maszyny do szycia przemieniał się w modną bluzkę. Po inspiracje i powiew lepszego świata chodziło się do salonów Mody Polskiej i Telimeny. Tam z wieszaków kusiły świetnie skrojone garsonki, sukienki i płaszcze odzwierciedlające trendy panujące na ulicach Paryża, Londynu czy Mediolanu.

Moda PRL

Gdy myślę „moda” i „PRL” mam też przed oczami wyprawy do sklepów Pewexu, gdzie za bony można było upolować dżinsy Montana z blaszką na kieszeni i charakterystycznym zamkiem, którego zawieszka zakończona była kuleczką. Pomysłowość domorosłych projektantek nie miała granic – z farbowanych domowymi sposobami tetrowych pieluch szyto modne wtedy maksi spódnice, a płócienne prześcieradła świetnie spisywały się jako materiał na koszule i letnie spodnie! W latach 80. na ulicznych bazarach można było kupić odzież i buty sprowadzane zza granicy. Amatorów tureckich kurtek z marmurkowego dżinsu, czapek i szalików w kolorze fluorescencyjnego różu oraz kultowych „piramid” nie brakowało. Śnieżne zaspy przemierzało się w „relaksach”, a wprawni kolejkowicze mogli uzupełnić swoje sportowe stylizacje „sofixami” na rzepy. Co to były za czasy!

Polka zawsze modna

Polka ma modę we krwi. Historyczne zawirowania i kryzysy nie są jej w stanie stanąć na przeszkodzie, by zadbać o styl. Jak pokazuje wystawa „Modna i już! Moda w PRL”, na przekór okolicznościom i wykorzystując wszystkie dostępne zdolności i sposoby zawsze chciałyśmy i potrafiłyśmy dobrze się ubrać. Nawet w czasach tak trudnych jak powojenna odbudowa kraju! Podnoszenie Polski z gruzów wcale nie powstrzymało kreatywnych rodaczek od przerabiania mundurów wojskowych na kostiumy i modne płaszcze, a jedwab ze spadochronowych czasz przeszedł szybki upcycling i przybrał postać modnych bluzek. Większość mody lat 40. była przykładem wykorzystania tego, co było dostępne – w docierających do Polski przesyłkach ONZ znajdowały się między innymi kurtki wojskowe, które adaptowano i przerabiano. Kolor khaki na stałe zagościł w powojennych trendach – wojskowe toby, swetry, płaszcze i kurtki z pagonami wpisały się w modę tamtych lat i do dzisiaj stanowią źródło inspiracji. Przełamaniem militarnego stylu były odgrzebywane gdzieś w czeluściach szaf  koronki i jedwabie, które przeszywano na nowe sposoby.

Lata 50. to czas przodownic pracy. Skromne, zapięte po samą szyję bluzki, szerokie spódnice i berety, najlepiej opisywały panujące wtedy „trendy”, z których większość była elementem polityki rządzącej partii, podczas gdy we Francji Dior raczył już wtedy od jakiegoś czasu klientki rozkloszowanymi spódnicami podkreślającymi talię i zgrabnymi żakiecikami. New Look nie mógł umknąć głodnym mody Polkom! Pojawiły się  barwne bluzki, kuse sweterki, spódnice według zamysłu mistrza Diora, apaszki na szyi i chustki na głowie oraz spięte w koński ogon włosy. Moda Polska, Telimena, „Przekrój” i „Filipinka” zaczęły inspirować Polki jeszcze bardziej do zabaw z modą – przeszywania i przerabiania tego, co niemodne, w prawdziwe cuda zgodne z obowiązującymi trendami.

Podobne artykuły