Muzycy wyklęci. OFF Festival w Katowicach

Festiwalowe święta trwają w najlepsze i niemalże każdy weekend wakacji można spędzić na niezapomnianej imprezie pod gołym niebem. Tak z pewnością było w pierwszy weekend sierpnia w Katowicach, gdzie odbyło się święto muzyki alternatywnej, czyli OFF Festival.

Tegoroczny line-up zapowiadał się bardzo ekscytująco. Pierwszego dnia festiwalu po raz pierwszy w Polsce zagrał duńsko-fiński zespół Liima, w skład którego wchodzą muzycy z Efterklang. Później udanie wystąpiła Brodka i wbrew obawom utwory z ostatniej, co tu dużo mówić, raczej mało imprezowej płyty „Clashes”, zabrzmiały bardzo dobrze. Ozdobą pierwszego dnia był występ fenomenalnego Devendry Banharta, pierwszej i – jak się niestety później okazało – ostatniej wielkiej gwiazdy na festiwalu. Pierwszego dnia nawet ulewny deszcze nie przeszkodził w dobrej zabawie.

W sobotę można było rozhuśtać nastroje zaczynając od wysłuchania koncertu Jagga Jazzist (z materiałem ze świetnego ostatniego albumu „Starfire”), następnie ożywić się nieco przy GusGus, a na deser wyszaleć przy gitarowych riffach The Kills, jednakże do występu tych ostatnich nie doszło, o czym organizatorzy poinformowali na kilka godzin przed koncertem.

Rockowego szaleństwa można było zasmakować ostatniego dnia imprezy z legendą grunge’u Mudhoney, potem sprawdzić w jakiej formie jest inna legenda – Kaliber 44, a trzydniową ucztę zwieńczyć słuchając Anohni – brytyjskiej artystki znanej przede wszystkim z Antony and the Johnsons i Hercules & Love Affair, która również odwołała koncert tuż przed rozpoczęciem.

Nieobecność The Kills i Anohni, czyli gwiazd, przez które znacznie wzrosły ceny karnetów, dla wielu był przykrą wiadomością, jednak fakt ten nie zdołał popsuć nastroju, jaki panował przez trzy dni w Katowicach. Mimo mniejszego budżetu, w tym roku Arturowi Rojkowi udało się osiągnąć kwintesencję idei festiwalu. Stał jeszcze bardziej alternatywny, offowy właśnie. Koncerty wielu mniej znanych wykonawców i różnorodność gatunkowa prezentowana na czterech scenach a na dodatek ciekawe rozmowy literackie w Kawiarni Literackiej z powodzeniem mogły wypełnić pustkę po wielkich nieobecnych.

Organizatorzy wzięli duży kredyt zaufania od publiczności i wielu wystawili na próbę. Przyszłoroczna edycja festiwalu, a zwłaszcza budowanie składu artystów, powinna być swojego rodzaju zadośćuczynieniem za organizacyjne wpadki. A to każe nam zacierać ręce i w ciemno kupować karnety pod koniec roku na OFF Festival 2017, zwłaszcza że są za pół ceny.

Podobne artykuły