Nie taka dynia straszna – Helloween

Ostatnio wstrząsnął mną artykuł na pewnym portalu, w którym przeczytałem, że muzyka heavy i black metalowa to apoteoza antywartości i że powinno się jej zakazać. Autorowi tego kompletnie chybionego pomysłu chyba wystarczająco wytłumaczono nonsensy, które szerzył, w gorącej dyskusji, która wybuchła w komentarzach. Dla mnie jednak stał się punktem przypomnienia o zespole na wskroś heavy metalowym, czyli Helloween.

Ventura / Shutterstock.com
Ventura / Shutterstock.com

Przypomnienia, gdyż takich zespołów pasjami słuchałem w dość wczesnym etapie swojej edukacji muzycznej. Co nie oznacza jednak, że słuchać przestałem. Po prostu włączam rzadziej, zwłaszcza że znaczna część kolekcji pozostała na kasetach magnetofonowych. A że zbliżają się obchody coraz popularniejszego u nas halloween, postanowiłem odświeżyć sobie kilka płyt legendy niemieckiej sceny heavymetalowej.

Dobra dynia, zła dynia. Twórczość zespołu można by podzielić zasadniczo na dwa okresy. Pierwszy, trwający od wydania pierwszej tytułowej EP-ki, czyli od 1985 roku, do 1996 r., kiedy zespół wydał album „The Time of the Oath”, zapoczątkowując tym samym drugi okres, który trwa do dziś.  

Pierwszy album – “Walls of Jerycho”, to w zasadzie połączone dwa mini albumy: “Helloween” i “Jerycho”. Choć słychać wyraźnie inspiracje zaczerpnięte od Judas Priest czy Iron Maiden, to jest to zdecydowanie najlepsza płyta zespołu i to w głównej mierze za sprawą wokalu Hansena. Co ciekawe, kilka lat później, kiedy już odszedł z zespołu, w jednym z wywiadów w ogóle się do tej płyty nie przyznawał. Na kolejnych dwóch albumach: “Keeper of the Seven Keys Part 1” i “Keeper of the Seven Keys Part 2”, które przez wielu fanów uznawane są za najlepsze dokonania zespołu w historii, śpiewał już wówczas, jeszcze nastoletni, Michael Kiske. Na grafikach z tego okresu, wklejony w logo zespołu symbol Jack-o’-Lantern (zamiast litery “o”), nie jest jeszcze taki mroczny, złowieszczy, a już na pewno nie postapokaliptyczny, jak obecnie. Także w muzyce można odnaleźć “pogodne” brzmienia. Niejednokrotnie humorystyczne i “lekkie” (jak na heavy metal). Reprezentatywnymi utworami będą chociażby “Rise and Fall”, “Dr. Stein” i “I Want Out”. Z kolei absolutnym “must-listen” nie tylko dla fanów zespołu są: “Victim of Fate”, “Warrior” i “Murderer” z debiutanckiej płyty.

w 1989 roku Helloween opuścił dotychczasowy lider i założyciel – Kai Hansen. Wraz z jego odejściem zakończył się pewien etap i zmienił muzyczny kierunek. Dynia z roku na rok na okładkach będzie się uśmiechać coraz mniej, by w końcu przejść na ciemną stronę halloween. Muzyka stanie się cięższa, poważniejsza i mroczniejsza. Ale to już – jak mawiał poeta – zupełnie inna historia.

Podobne artykuły