Pierwszy dzień w nowym miejscu. Kto się martwi najbardziej?

Każdego roku, gdy kończą się wakacje, przypominam sobie kolejne lata, gdy moje dzieci rozpoczynały edukację w szkole i przedszkolu.

lifetime_homepage_wspomnienia

Najbardziej utkwił mi w głowie pierwszy dzień w przedszkolu mojego pierworodnego syna. Byłam cała zestresowana: Jak on to zniesie?! Przecież jest taki malutki (miał zaledwie 3 latka), nie potrafi jeszcze wszystkiego, czy pani na pewno pomoże założyć mu spodenki, czy nie będzie płakał podczas leżakowania? No i jak poradzi sobie z jedzeniem zupy (w domu jeszcze mu pomagam)? Te i inne myśli kłębiły mi się w głowie. A już najbardziej zamartwiałam się tym, czy odnajdzie się w grupie innych dzieci, nie będzie się czuł samotnie i czy zniesie rozstanie ze mną na te kilka godzin (tak naprawdę to zastanawiałam się, czy ja zniosę rozstanie z nim).

Dodatkowo maluch z przyczyn zdrowotnych poszedł do przedszkola miesiąc później niż inne dzieci, więc tym bardziej martwiłam się tym, że wszyscy będą się już znali, a on będzie taki samiutki.

Przygotowywałam go na ten dzień już kilka tygodni wcześniej: kapcie, worek, szczoteczka do zębów, specjalnie uszyta kołderka i oczywiście snute opowieści o przedszkolu – jakie to fajne miejsce z dużą liczbą zabawek. Tak naprawdę, to przygotowywałam również siebie: kto będzie zaprowadzał, kto odbierał i żeby nie za długo zostawiać malucha w przedszkolu. Analiza wszystkiego!

W tym ważnym dniu wstaliśmy wcześniej, zjedliśmy śniadanie (na wypadek gdyby malec nic nie jadł ze stresu – pomyślałam, że przynajmniej zje śniadanie). Weszliśmy do przedszkola, pierwsze słowa jakie skierowałam do synka: Nic się nie martw kochanie, patrz jak tu jest fajnie!

I … zdębiałam gdy maluch bez najmniejszych oporów zmienił buciki, założył fartuszek, po czym krzyknął: No to ceeść!! I pobiegł do sali. Nie wiem jak długo stałam wpatrując się w zamknięte drzwi “Kotków”, za którymi zniknęła moja pociecha. Na pewno na tyle długo, żeby zrozumieć, że wszelkie moje wątpliwości rodziły się zwyczajnie z matczynej troski. Zdałam sobie sprawę, że ani razu nie usłyszałam od niego wcześniej, że się boi albo nie chce pójść do przedszkola. Wszystkie obawy wymyśliłam sobie sama. Na potwierdzenie mojego odkrycia – gdy odbierałam dziecko z przedszkola usłyszałam od pani, że ani razu nie płakał, kilka razy jedynie zapytał kiedy przyjdzie mama, a z dziećmi bardzo chętnie się bawił. Zaś mój malec przez cały dzień opowiadał o tym jakie fajne zabawki są w przedszkolu.

Tego samego chłopaka, po kilkunastu latach, podwiozłam pod drzwi liceum (broń Boże żebym odprowadzała!). Sam oczywiście poszedłby, ale mi akurat było “po drodze” do pracy (jeżdżę różnymi drogami, ale jakoś tak pasowało mi tego dnia obok szkoły) :). Podobnie jak przed laty – troskliwym spojrzeniem odprowadziłam go pod drzwi, a on krzyknął: To cześć mamo, pamiętaj – wrócę już sam do domu!!

I znów przyłapałam się na tym, że niepotrzebnie się martwię. Ale taka natura każdej matki, która już w ciąży zaczyna się martwić o dziecko i nie przestaje tego robić do końca życia. Oczywiście te zmartwienia wraz z czasem ewoluują i się zmieniają. Jednak szczególnie matki, które rodzą swoje pierwsze dziecko są nadwrażliwe i skłonne do bezsensownych zmartwień. Każda z nas dałaby zapewne wiele, żeby ich uniknąć, jednak czego byśmy nie robiły, one i tak nas dopadną. Dopadły i mnie, więc staram się być dzisiaj mądrzejsza. Ale to, że jestem ich świadoma, wcale nie oznacza, że udaje mi się ich uniknąć.

Drugiego syna puściłam do przedszkola “na luzie”. Wprawdzie w jego przypadku było nieco gorzej, bo płakał, tęsknił i nie chciał chodzić do przedszkola przez kilka pierwszych tygodni. Ale minęło i już jest dobrze. Myślę, że między innymi dlatego, że ja sama nie potęgowałam jego lęku. Nie uprzedzałam tym razem (zanim jeszcze cokolwiek powiedział): Nie bój się, będzie dobrze! Bo wiem, że takim stwierdzeniem wyprzedzam jego ewentualny strach, który miałby szansę w ogóle się nie zrodzić.

Drodzy Rodzice – pozwólcie dzieciom przeżywać ich lęki czy wątpliwości. Nie Wasze! Gdy już będzie wiadomo czego się naprawdę obawiają – dopiero wtedy wkroczcie ze swoimi rodzicielskimi poradami i wsparciem. Ale i tu nie przesadźcie z nadopiekuńczością. Nie chrońcie nadmiernie, nie kontrolujcie każdego kroku. Pozwólcie mu się normalnie rozwijać, zachęcajcie do samodzielności. Uważajcie, aby opieka nad dzieckiem nie stała się jedyną treścią Waszego życia. W przeciwnym razie będzie się ono czuło przytłoczone ogromem Waszej miłości.

Podobne artykuły