Po prostu po polsku. Cz. I

Kraków to miasto, które należy odwiedzić przynajmniej trzy razy w życiu. Będąc dzieckiem, by wspólnie z rodzicami poznać bogatą historię miasta, zobaczyć najważniejsze zabytki naszego kraju i kupić małego pluszowego smoka, którego będziemy tulić do snu. Będąc nastolatkiem, aby wspólnie ze szkolnymi kolegami znienawidzić Kraków za wszystkie kościoły, nudne opowieści przewodników oraz by spróbować, jak smakuje tanie wino na krakowskim Rynku. W końcu, należy zobaczyć Kraków będąc dorosłym. Dorosłym na tyle, by poznać miasto po swojemu i zachłysnąć się jego niesamowitością i wielowymiarowością. Tym razem artykuł będzie miał charakter bardziej stonowany, bez szyderstwa czy komicznych porównań. Bo o Krakowie trzeba pisać dostojnie.

Podróż do Krakowa wyczerpuje do granic możliwości, nie ważne czy podróżujemy zatłoczonym pociągiem wciśnięci między drzwi do toalety i plecak, czy stoimy w korku własnym samochodem. Cały trud zostaje wynagrodzony, gdy docieramy na miejsce.

Oto stajemy przed szansą przekonania się, że jesteśmy w mieście, które z powodzeniem może konkurować z największymi miastami świata.

Paryż od dawna nazywany jest miastem miłości, Mediolan – miastem metek, a Filadelfia miastem braterskiej miłości. Kraków z pełną odpowiedzialnością można nazwać miastem kontrastów, gdzie historyczne zabytki – Wawel, kościoły, przeplatają się z nocnym życiem i kultem młodości. Gdy Poznań, Łódź i Gdańsk układają się do snu, Kraków rozbrzmiewa tysiącem dźwięków i połyskuje niezliczoną liczbą kolorów.

Kraków na weekend - najpiękniejsze miasto w Polsce
Fot. Piotr Sternal

Zatrzymuję się w jednym z hosteli, tuż przy samym Rynku Głównym. Przechodząc ulicą Floriańską, czuję się jakbym przeniósł się na barcelońską La Rambla. Mijam artystów, grajków i młodych „naganiaczy” wręczających ulotki i zapraszających do klubów, pubów i restauracji. Restauracji, które wypełnione są do granic możliwości. Restauracji, które prześcigają się w smakach kuchni meksykańskiej, brazylijskiej czy w końcu naszej, typowo polskiej. To właśnie w jednej z nich zajadam się wołowiną w sosie kurkowym i prawdziwym smalcem.

Kraków - rzemiosło
Fot. Piotr Sternal
Kraków - rzemiosło
Fot. Piotr Sternal

Docieram na płytę Rynku, by zobaczyć tłum ludzi zmierzających rozpocząć swoje drugie, nocne życie. Bez przepychanek, bez niepotrzebnej agresji. Rynek wygląda tak, jak gdyby U2 napisało piosenkę „City of blinding lights” właśnie o nim. Czaruje swoim blaskiem, ciepłem i uderza do głowy. Zatrzymuję się tylko na chwilę, by skosztować mojito, zerknąć na zabytki i ruszam dalej.

Podobne artykuły