,,Przeznaczeni” Katarzyny Grocholi

Moja przygoda z Grocholą zaczęła się kiedy byłem w ogólniaku i za napisanie artykułu do gazetki szkolnej dostałem jakąś tam nagrodę. Wręczano ją w Zamku Książ, a gwoździem wieczoru była możliwość porozmawiania z autorką „Nigdy w życiu. Moje pojęcie o jej książkach było mgliste, ale jako jedyny z obecnych nie wychwalałem pod niebiosa bohaterek jej romansów i nie pytałem o kontynuację ich losów. Spytałem czy zamierza kiedyś wyjść poza ramy romansidła i spróbować napisać książkę trudniejszą, bardziej skomplikowaną. Niestety nie pamiętam, co odpowiedziała, bo jej słowa zagłuszył ogólny jęk niezadowolenia ze strony jej gorących wielbicielek pod moim adresem.

Niemniej jednak, zważywszy że było to dobrą dekadę temu, wierzę, że odpowiedziała, że owszem, kiedyś spróbuje. No i jest! Książka „Przeznaczeni jest właśnie taką próbą.

Przeplatające się ze sobą wątki pięciorga bohaterów – pisarki kryminałów, krupierki w kasynie, niepijącego alkoholika, beztroskiego singla i drobnego hochsztaplera – to zamysł całkiem dobry, gdyż fabuła staje się intrygująca, a lektura przyjemna. Grochola zderza swoich bohaterów z Losem, chcąc nadać tej historii dawkę autentyczności. Do czego zdążyła już nas przyzwyczaić, mistrzowsko stawia ich przed ciężkimi wyborami i problemami.

Na słowa uznania zasługuje wątek hazardu. Miejscami można się poczuć jakby w ręku miało się jedną z powieści Puzo (chciałbym posunąć się dalej i napisać słowo o „Graczu Dostojewskiego, ale, tak nieco prywatnie, ujmę to tylko w nawias). Mechanizmy uzależnienia zostały dobrze opisane, a portrety graczy są najbarwniejszymi postaciami w „Przeznaczonych”.

Choć na odpowiedź Grocholi przyszło mi czekać 10 lat, to w sumie warto było. „Przeznaczeni” to powieść, która powinna się spodobać nie tylko fanom wcześniejszych dokonań pisarki. Zwłaszcza tym, którzy zamknęli autorkę w „romansowej” szufladzie.

Podobne artykuły