Razem czy osobno? Nie tylko o miłości

Osobno, gdy druga strona tłamsi, nie daje swobody działania, nie dba, nie zauważa, patrzy w innym kierunku. Razem, gdy kochasz, kiedy związek z drugim człowiekiem jest ubogacający, zapewnia bezpieczeństwo, dobre emocje.

Czy to już wolność?

Żyjemy w kraju coraz większych kontrastów. Wciąż lubimy pielęgnować wartości rodzinne, tradycje, ale nie da się ukryć – żyjemy inaczej niż nasi rodzice. Rzadziej pobieramy się w wieku 20 lat, częściej nie bierzemy ślubów kościelnych, nie chcemy karpia na stole, bo protestujemy przeciw masowemu ubojowi, na święta wyjeżdżamy na snowboard. Zmieniamy się. Rozwijamy. Nie chcemy też tkwić w związkach na dobre i na złe. Nie czujemy, że musimy.

Obecnie gros par coraz później decyduje się na formalizowanie związków. Wychodzimy z okowów nakazów i zakazów, nie pochylamy głów przed grożącymi palcami starszych. Młodzi ludzie potrzebują dziś swobody, wolności. Chcą doświadczać, kolekcjonować wrażenia – dłużej niż do czasu ukończenia studiów. Jeszcze niedawne pokolenia czuły różnorodne powinności w postaci odhaczania kolejnych rzeczy do zrobienia w życiu, a naczelne miejsce odgrywało małżeństwo. Stara panna, stary kawaler – należało zrobić wszystko, by nie przyczepiło się do nas to określenie.

Najpierw Ja?

Dziś stawiamy w większym stopniu na poznawanie i zrozumienie siebie, swoich potrzeb. I to jest wspaniałe. Człowiek, który ukocha siebie, polubi, ma większą szansę na stworzenie dojrzałego związku o solidnych podstawach. Co więcej, uczymy się, by nie pozostawać w toksycznych relacjach, zaczynamy w końcu dbać o swój dobrostan psychiczny. Przestajemy „prać brudy” jedynie w zaciszu domowym, udajemy się po pomoc. Nareszcie mężczyźni zaprzestają walk o ukrycie swych słabości, a kobiety uczą się, że sposób na szczęście rodzinne nie tkwi w tym, by być umęczoną, poświęcającą się matką i partnerką.

XXI wiek to wiek tysiąca możliwości. Zauważamy, że potencjalnych „połówek jabłka” może być więcej niż jedna. Rozwijające się portale społecznościowe, portale randkowe sprzyjają tym spostrzeżeniom. Chcemy miłości: dawać ją, czerpać z niej. Zaczynamy, aczkolwiek powoli, uświadamiać sobie, iż nie jesteśmy skazani na bycie ofiarami nieudanej miłości bądź fatalnego zauroczenia.

Czy to już miłość?

Jak pisze Nathaniel Branden w książce pt. „Psychologia romantycznej miłości”, to odnalezienie własnego sensu życia stanowi kanwę udanego związku dwóch niezależnych osób. Według autora, wiedza kim jesteśmy i jak chcemy żyć, pozwala nam kierować się swoimi wartościami, poglądami, by nie stać się bezwolną marionetką partnera/partnerki. Oczywiście nic nie szkodzi, gdy zmieni się sądy, priorytety, inspirując się postawą drugiej osoby. Ważne, by był to nasz świadomy, przemyślany wybór, niepodyktowany chęcią przypodobania się czy też lękiem przed odrzuceniem i/lub przed odpowiedzialnością.

Branden uważa, że abstrakcyjna, intelektualna zgodność między partnerami, nie jest wystarczająca, by była traktowana jako fundament udanej relacji – intymnej, głębokiej, a przede wszystkim nie jest to przesłanka, na podstawie której możemy mniemać, iż partnerzy dzielą poczucie wspólnego sensu życia. Jak pisze autor: Ukochana osoba widzi życie tak samo jak ja. Identycznie podchodzi do istnienia. Doświadcza go jak ja.

Podobne artykuły