Wszystkie oblicza Barcelony. Część I

W 2010 roku trafiłem do Barcelony zupełnym przypadkiem. Zbieg okoliczności zadecydował, że wsiadłem do samolotu lecącego właśnie do Barcelony, a nie do żadnego innego europejskiego miasta. Zrezygnowany i zmęczony dotarłem do hiszpańskiej metropolii w czwartkowy wieczór… 

Mając w perspektywie powrót do Polski, gdzie czekało na mnie bezrobocie i tysiąc złotych na koncie, miałem tam zostać tylko przez kilka dni. Jak wspominam to miejsce? Nie wspominam! Nie pamiętam. Moja głowa była wtedy pełna innych myśli związanych z powrotem. Tych kilka dni wypełniłem spacerami od ulicy do ulicy, bez wielkiego znaczenia. Żywiłem się w fast foodach, nie doświadczając lokalnej kuchni. Najlepszym, co wtedy zjadłem, była gotowa kanapka z wątpliwej jakości tuńczykiem, kupiona w jednym z sieciowych sklepów. Nie biegałem po plaży, nie zwiedzałem, nie byłem przygotowany. Nie obchodziło mnie to. Nie planowałem powrotu do tego miejsca.

W 2015 roku, przeglądając oferty linii lotniczych trafiliśmy na korzystną cenę biletów na czerwiec 2016 roku. Barcelona znów stała się faktem. Nie spodziewałem się po niej zbyt wiele, mając w głowie moją poprzednią wizytę.

Wylot z Berlina jak zwykle wymógł na nas pobudkę w środku nocy. Dotarliśmy do Barcelony wczesnym popołudniem i udaliśmy się prosto do hotelu, który w porównaniu z ćwierćgwiazdkowym hostelem z 2010 roku (załatwionym za pół ceny tylko dzięki temu, że towarzyszyła mi koleżanka, która mieszkała wtedy w Barcelonie), był ogromnym luksusem. Czterogwiazdkowy Novotel Barcelona City miał wszystko, co tylko było potrzebne do wakacyjnego szczęścia: przestronny pokój z dużą łazienką, basen i jacuzzi na dachu, siłownię i bar z widokiem na całą panoramę miasta. Opisywane przeze mnie hotele mogą wydawać się niektórym z Was niepotrzebną fanaberią, wydatkiem, który można spożytkować w zupełnie inny sposób. Być może, ale uwierzcie mi, że rezerwując hotele z dużym wyprzedzeniem możecie trafić na naprawdę korzystne oferty. Dodatkowo, jeśli pozostaniecie wierni jednej hotelowej marce, możecie wyrobić kartę stałego klienta i zbierać punkty, które z czasem mogą Wam pozwolić na dodatkowe benefity, takie jak: darmowe drinki (!), wcześniejsze zameldowanie, późniejsze wymeldowanie, podwyższenie standardu pokoju czy nawet zniżki sięgające kilkuset euro przy kolejnych rezerwacjach.

Mielno i Krupówki

Pierwszy spacer uświadomił mi za co znienawidziłem Barcelonę kilka lat wcześniej. Gdy dotarliśmy w okolice centrum uderzyło we mnie to, czego nie lubię najbardziej: tandeta. Barcelona to trochę większe Mielno wymieszane z Krupówkami. Miejsce, w którym hałaśliwi turyści z całego świata przepychają się między sobą. Co gorsi z nich dzierżą w dłoniach kubek ze Starbucks’a i przyglądają się podróbkom torebek Chanel, które nigdy nie istniały, sprzedawanych z koca tuż przy samym porcie jachtowym. Powiedzmy sobie szczerze, te torebki mają tyle wspólnego z Chanel, ile ja z Bradem Pittem. Raj dla rozochoconych kawalerów i ich kolegów, na zorganizowanie wieczoru kawalerskiego. Dalej jest już tylko gorzej. Tak mi się przynajmniej wydawało…

Barcelona jakiej nie znacie
Fot. Piotr Sternal

Podobne artykuły