Z miasta do miasta

Znajoma pokazała mi zdjęcia ze swojego niedawnego wyjazdu do Szwecji. Na zaproszenie dużego koncernu wybrała się w podróż, by odkryć tajniki powstawania papieru. Zdjęcia były naprawdę fantastyczne: małe domki na brzegu jeziora, łowienie ryb, sauna, po której nastąpiła kąpiel w jeziorze. A na koniec burza. Solidna burza i migoczące światło z gazowej lampy. Z przyjemnością słuchałem historii, bo lubię słuchać o podróżach innych. To daje perspektywę. Tak było też tym razem.

Miasta
Fot. Piotr Sternal

Uświadomiłem sobie, że gdybym miał wybrać się w dziką głuszę prawdopodobnie oszalałbym po 30 minutach. Z drugiej strony znając dotychczasowe zbiegi okoliczności byłbym pewnie świadkiem masowej ucieczki jeży albo katastrofy rosyjskiego satelity. Chociaż z tyłu głowy jest takie marzenie, żeby spędzić kilka dni, najchętniej zimą, w małym portowym miasteczku gdzieś na Islandii i delektować się ciszą. Mieć czas tylko dla własnej głowy. Czytać książki, pisać i po prostu odpocząć od świata.

Jako dziecko mieszkałem w spokojnej dzielnicy Poznania. Niedaleko był las i jezioro, a kiedy późnym wieczorem i w nocy w mieszkaniu było kompletnie cicho, dało się usłyszeć przejeżdżające w oddali pociągi towarowe. Od czterech lat mieszkam przy jednej z najbardziej ruchliwych ulic w Poznaniu. W miejscu, gdzie słychać przejeżdżający tramwaj, karetki pogotowia i uliczny gwar.

Ostatni raz podróżowałem po wioskach dziesięć lat temu, gdy w niedzielne popołudnie znajomy (również Piotr) zabrał mnie na przejażdżkę po Wielkopolsce „śladami małych kościołów”. Podróż iście fascynująca w tamtym czasie. Głównie dlatego, że było to przed erą smartfonów i aparatów wbudowanych we wszystko – od długopisu poczynając, a na siatkówce oka kończąc. I tak, w letnie popołudnie, jeździliśmy od wioski do wioski, zatrzymując się przy (z reguły zamkniętych) kościółkach i kapliczkach. Trasa nie do odtworzenia.

Podróżuję głównie po dużych miastach. Miasta są moim życiem. Miasta mnie napędzają! W miastach odpoczywam. Mogę się gubić bez przeświadczenia, że jeśli już tak się stanie, to będę musiał czytać cokolwiek z gwiazd albo zostanę zmuszony do rozpalenia ogniska i picia wody z leśnej ściółki dopóki ktoś mnie nie odnajdzie w połowie nadgryzionego przez wiewiórki (chciałem napisać, że przez komary, ale usłyszałem, że to niedorzeczne), zapewne niecałe trzysta metrów od wypasionego SPA w środku lasu. Miasta mają energię.

Miasta mają energię
Fot. Piotr Sternal

Podobne artykuły